niedziela, 3 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ 3

- Co do kurwy?! - krzyknęłam, kiedy wynurzyłam się z wody.
Myślałam, że to Michael mnie wciągnął pod wodę, ale kiedy usłyszałam ten chichot, który wcześniej zwalił mnie z nóg, wiedziałam, że to nie on. Odwróciłam się i ujrzałam chichoczącego Ashtona.
- Bardzo śmieszne. Po prostu komiczne - powiedziałam ostro i ruszyłam do brzegu.
Zrobiłam może trzy kroki, aż nagle poczułam czyiś uścisk na moim nadgarstku. Odwróciłam się gwałtownie w wyniku pociągnięcia mojej ręki i, o mój Boże Przenajświętszy, dotykałam piersiami torsu Ashtona, a nasze twarze były jakieś dziesięć centymetrów od siebie. Czułam jego oddech na moim czole, ponieważ był trochę wyższy ode mnie. Spojrzałam w górę, żeby ujrzeć jego piękne oczy i byłam tak blisko pocałowania go, że to aż chore. Jednak nie zrobiłam tego, bo znam go zaledwie od wczoraj. Poza tym Mandy by mnie chyba zabiła, a ja mam jakieś tam jeszcze resztki sumienia.
Staliśmy tak około minuty, aż wreszcie zdołałam coś powiedzieć.
- Ch-chyba powinnam wyjść, bo zrobiło mi się trochę zimno.
- Masz coś do ubrania oprócz tych kurewsko zajebiście opinających twój tyłek spodenek i tej krótkiej bluzki, którą najchętniej bym z ciebie zerwał? - zapytał, a ja chyba umarłam.
- Nie - odpowiedziałam tylko, bo po takich słowach naprawdę nie potrafiłam wydusić z siebie nic więcej.
- Cholera, chcesz się przeziębić? Nie możesz tego zrobić, bo marzę o zobaczeniu cię w jakiejś obcisłej, krótkiej sukience na mojej urodzinowej imprezie. - Oh…
Poczułam, że wolną ręką zjeżdża w dół moich pleców, aż wreszcie dotknął mojego pośladka. Przeszły mnie ciarki, a kiedy lekko mnie ścisnął, ledwo powstrzymałam się od piśnięcia.
- Masz tak bardzo idealny tyłek - szepnął.
Westchnęłam, a on niespodziewanie schylił się powoli i złożył miękki, subtelny pocałunek na moich ustach. Na tym się jednak nie skończyło. Zaczął zjeżdżać ustami na moją szczękę i całować ją dokładnie, aż wreszcie dotarł do szyi, gdzie zassał lekko moją skórę, po czym delikatnie przygryzł ją i pocałował. Jęknęłam cicho, a on odsunął się ode mnie i uśmiechnął się.
- Chodźmy piękna - powiedział i ruszyliśmy do brzegu.
Co się właśnie do cholery stało?
Doszliśmy do ogniska, gdzie wszyscy siedzieli i ogrzewali się, bo pomimo, że wcześniej było ciepło, teraz zrobiło się dość chłodno. Ku mojemu zdziwieniu Mandy znalazła pocieszenie u jakiegoś chłopaka, którego nie znałam i chyba nie zauważyła tej małej, intymnej sytuacji, która wydarzyła się przed sekundą między mną a Ashtonem.
Przebrałam się szybko, ale wciąż było mi zimno i pocierałam ramiona dłońmi, aby się trochę ogrzać, co oczywiście nic nie dało.
Kucnęłam, ponieważ próbowałam znaleźć w plecaku telefon, aż nagle poczułam na moich ramionach ciepły materiał. Odwróciłam się i ujrzałam Ashtona kładącego na mnie swoją bluzę. Uśmiechnęłam się i podziękowałam, wkładając ręce w rękawy.
- A tobie nie będzie zimo? - zapytałam ze szczerą troską.
Chłopak wzruszył ramionami i odszedł w stronę chłopaków. Okej. Ja również wróciłam do dziewczyn i znowu usiadłam między Jade i Shay. Obie szerzej otworzyły oczy i ich brwi były na naprawdę dużej wysokości, kiedy zauważyły, że mam na sobie bluzę Ashtona.
- Ash dał ci swoją bluzę? - zapytała Shay lekko nie dowierzając.
- Mhm, to takie dziwne? - odpowiedziałam pytaniem.
- Wiesz, on zazwyczaj niezbyt troszczy się o dziewczyny, z którymi się całuje - tu znacząco poruszyła brwiami - i robi, no wiesz, więcej rzeczy.
- Cóż, jako wymówki użył wyrażenia "nie chcę żebyś się przeziębiła, bo chcę zobaczyć twój tyłek w obcisłej sukience na moich urodzinach" i jak widać mówił prawdę.
Jade zaśmiała się.
- On definitywnie chce cię przelecieć - powiedziała wciąż chichocząc, a Shay jej przytaknęła.
- Oh, ale ja definitywnie nie chcę przelecieć jego - odpowiedziałam.
A może jednak chcę.
Kurwa.
- Jesteś dziewicą, więc nie wiesz co tracisz - powiedziała nieco za głośno Amanda.
Jak to się dzieje, że ona zawsze pojawia się w "najlepszym" momencie? Zarumieniłam się i zrobiło mi się niesamowicie głupio, bo miałam wrażenie, jakby wszyscy patrzyli w moją stronę. I to była prawda. Wszystkie spojrzenia były zwrócone ku mnie, a ja czułam się tak niekomfortowo, jak nigdy, więc spuściłam wzrok w dół i piasek wydał mi się w tym momencie bardzo ciekawy. Jestem pewna, że oni wszyscy swój pierwszy raz mają już za sobą, więc czułam się jeszcze bardziej idiotycznie, że jako jedyna jestem dziewicą. Chociaż, czy powinnam czuć się idiotycznie z tego powodu? Wcale jakoś specjalnie mi się do seksu nigdy nie spieszyło i nadal tak jest.
- Tylko się nie zakładajcie, który ją rozdziewiczy, bo to by było bardzo niekulturalne z waszej strony chłopcy - zachichotała Mandy i wyraźnie była dumna z tego, co powiedziała, bo wiedziała, że podsunęła im genialny pomysł.
Niektórzy zaczęli się śmiać, inni coś szeptać, a jeszcze inni wciąż gapili się na mnie z głupim uśmieszkiem, jakbym była jakimś wyjątkowym dziełem sztuki. Cóż, w tych czasach siedemnastoletnia dziewica to może faktycznie wyjątkowe dzieło sztuki. Znalazłam wzrokiem Ashtona, a on patrzył na mnie jakby badawczo i mrużył lekko oczy. Kiedy zobaczył, że patrzę się na niego, na jego twarzy zagościł mały uśmiech, którego jednak nie odwzajemniłam. Wstałam szybko, otrzepałam się z piachu, obrzuciłam spojrzeniem wszystkich ludzi, którzy wciąż zdawali się o mnie rozmawiać, po czym odwróciłam się i zaczęłam iść przed siebie. Nie wiem gdzie szłam i nie wiem, jak wrócę do domu, ale nie wytrzymałam tak długiego skupienia wszystkich na mojej osobie.
Podążałam brzegiem plaży już kilka minut, aż w pewnym momencie usłyszałam odgłos kroków i po chwili ujrzałam obok siebie Michaela.
- Co robisz? - zapytał.
Wzruszyłam ramionami w odpowiedzi.
- Więc… serio jesteś dziewicą?
Stanęłam i schowałam ręce za sobą, żeby go przypadkiem nie uderzyć.
- Dlaczego was wszystkich tak bardzo to dziwi? Czy to coś nienormalnego? Nie czuję i nie zamierzam się źle z tym czuć i nie pójdę z pierwszym lepszym do łóżka, żeby mieć to za sobą, jeśli o to wam chodzi - odpowiedziałam i znowu ruszyłam przed siebie.
- Nie, po prostu dawno nie miałem styczności z taką dziewczyną, jak ty.
- Może zadajesz się z nieodpowiednim towarzystwem żeby poznać "takie dziewczyny, jak ja".
- Może - powiedział tylko.
Chwilę szliśmy w ciszy, ale przerwałam ją, bo naprawdę się nad czymś zastanawiałam.
- Czemu za mną poszedłeś? - spytałam.
- Bo jesteś fajna i cię lubię. I nie chcę, żebyś się źle z nami czuła.
- Cóż, na to chyba trochę za późno.
- Słuchaj, ci ludzie to naprawdę istna dzicz, więc tego nie rozumieją. Większość z nich uprawiała seks już w wieku 14 lat. - Chyba zakrztusiłam się własną śliną. - Nie złość się, jutro już o tym zapomną i znajdą sobie inny temat do rozmów.
- Ta.
- Zmieniając temat, przyjdziesz na imprezę urodzinową Ashtona? W poniedziałek o 20 w jego chacie.
- Nie sądzę.
- Dlaczego? Mówię ci, przez te 2 dni wszyscy zapomną o dzisiejszej sytuacji.
- Nie o to chodzi Mikey. Nie chcę tam przychodzić. Oprócz ciebie, Shay i Jade nie mam z kim gadać i po prostu nie pasuję do tego towarzystwa. Wy wszyscy jesteście beztroscy, wychodzicie kiedy chcecie, z kim chcecie i gdzie chcecie i wracacie o 5 rano. Ja tak nie mogę, bo mój ojciec już ześwirował po tym, jak zobaczył ciebie i Ashtona, gdy odprowadzaliście mnie do domu. Nie jestem taka, jak wy.
Michael uśmiechnął się i pokręcił głową.
- Wcale tak nie jest - powiedział tylko i zatrzymał się, a ja razem z nim. - Słuchaj, zapomnij o tym, co się stało przed chwilą przy ognisku i po prostu się baw przez resztę wakacji razem z nami. Włączając w to urodziny Asha.
Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, ale on przerwał mi.
- Nie mów nie, bo urwę ci język. Masz przyjść i tyle. To rozkaz.
Zaśmiałam się, bo starał się być poważny, ale mu to nie wyszło, więc też się uśmiechnął. Zgodziłam się wreszcie, żeby przyjść, a on w radości mnie przytulił, po czym ruszyliśmy w drogę powrotną do miejsca spotkania.
Ku mojemu zdziwieniu, większość ludzi już się pozbierała i nie zastaliśmy ich przy ognisku.
- Gdzie reszta? - zapytałam Jade, która również szykowała się do odjechania z plaży.
- Pojechali do domu.
- A gdzie Ashton? - spytał ciekawy Michael, bo oboje mieliśmy z nim wracać.
- Czeka na was w samochodzie. Mikey, możesz nas na chwilkę zostawić? - uśmiechnęła się do niego, a on odszedł.
- Przepraszam za Mandy. Potrafi być naprawdę zimną suką - powiedziała smutno.
- Zauważyłam. Ale jest w porządku. Pogadałam chwilę z Michaelem i jest okej.
- To dobrze. Widzimy się jutro?
- Nie wiem. Chciałabym spędzić trochę czasu w domu i uporządkować nowy pokój. No wiesz, poukładać wszystko i tak dalej.
- Oh, okej. No to w takim razie widzimy się u Ashtona w poniedziałek, tak?
Skinęłam głową i na pożegnanie przytuliłyśmy się, po czym poszłam do samochodu Ashtona.
Cała droga minęła w ciszy. W końcu podjechaliśmy pod dom Michaela, który znajdował się na tym samym osiedlu, ale i tak trzeba było jechać jeszcze kilka minut, by dotrzeć pod dom naszego kierowcy. Kiedy wysiedliśmy z samochodu pod jego garażem, uświadomiłam sobie, że powiedziałam rodzicom, iż zostaję na noc u Shay, co znaczy, że nie mogę wrócić teraz, bo jest 2 w nocy i zaczną coś podejrzewać. Ale co mam teraz zrobić? Przecież nie zapytam Ashtona, czy mogę u niego spać, bo pewnie i tak mi nie pozwoli. Z drugiej strony nie mam wyboru. Znaczy, niby mam, mogę jeszcze spać pod jakimś mostem albo łazić po okolicy do 9 rano. Chyba jednak wolę się go zapytać.
- Czemu ciągle tutaj stoisz? - głos Ashtona wyrwał mnie z zamyślenia.
Spojrzałam na niego i naprawdę nie wiedziałam, jak ułożyć zdanie, żeby nie zabrzmiało głupio.
- Słuchaj… - zaczęłam cicho. - Więc…Uh. Moi rodzice myślą, że śpię dziś u Shay, co znaczy, że jeśli teraz wrócę do domu, to będzie podejrzane - powiedziałam jak najszybciej potrafiłam.
Chłopak patrzył na mnie chwilę, jakby nie bardzo wiedział, co to ma do rzeczy z nim.
- A mówisz mi to, bo…
- Bo nie mam gdzie zostać aż do rana.
Ashton nic nie powiedział, a ja bardzo żałowałam, że jednak nie wybrałam opcji "zwiedzania" osiedla.
- Dobra, wiesz co, zapomnij. Poradzę sobie - odwołałam moje wcześniejsze słowa i odwróciłam się, by odejść.
- Zaczekaj - powiedział, a ja uśmiechnęłam się do siebie, po czym znowu na niego spojrzałam. - Chciałaś się mnie spytać, czy możesz zostać na noc? - uśmiechnął się chytrze, a ja zdałam sobie sprawę z tego, jak to brzmi. Pewnie myślał, że chcę z nim uprawiać seks czy coś.
Mimo tego, jak wyglądała ta sytuacja, kiwnęłam potwierdzająco głową. Chłopak zbliżył się do mnie i znowu staliśmy w tak małej odległości, że myślałam, że zaraz się przewrócę. Czemu on tak na mnie działa?
- Wiesz słońce, nie ma nic za darmo - mruknął, na co przewróciłam oczami, a on się zaśmiał. Ten. Kurwa. Śmiech. - Żartowałem. Możesz się przespać w pokoju mojego brata.
Uśmiechnęłam się do niego wdzięcznie.
- Dzięki - powiedziałam, a Ashton odwzajemnił uśmiech. - Nie wiedziałam, że masz brata.
W odpowiedzi wzruszył ramionami i ruszył do drzwi wejściowych, a ja poszłam za nim.
Od razu zaprowadził mnie na górę i pokazał pokój, w którym miałam spać. Był typowo chłopięcy, więc domyśliłam się, że jego brat jest młodszy. Ash poinstruował mnie, gdzie jest łazienka i powiedział, że mogę z niej korzystać kiedy chcę oraz ostrzegł, że jeśli go obudzę rano, to będzie ze mną bardzo źle, więc postanowiłam, że jak wstanę, to będę tak cicho jak tylko potrafię, bo serio się przestraszyłam.
Chłopak wyszedł z pokoju i zostawił mnie samą, a ja zorientowałam się, że tak właściwie nie mam w czym spać. Bez zastanowienia poszłam do jego pokoju mając nadzieję, że nie robi nic obrzydliwego. Drzwi były otwarte, ale i tak zapukałam.
Zastałam go stojącego przy szafie bez koszulki i w samych bokserkach. Kurwa. Z jednej strony naprawdę chciałam tam stać i patrzeć na jego idealne ciało, ale z drugiej jeśli znów mnie przyłapie na gapieniu się na niego, to chyba zapadnę się pod ziemię. Z niechęcią więc podniosłam wzrok wyżej.
- Mam jeszcze jedną prośbę - zaczęłam, a on odwrócił się do mnie. Tak bardzo ciężko było nie patrzeć na jego ciało. - Nie mam w czym spać.
Wyjął z szafy jakąś swoją bluzkę i rzucił mi bez słowa.
- Dziękuję. Obiecuję, że cię nie obudzę. Dobranoc - powiedziałam na odchodnym, a za plecami usłyszałam ciche "dobranoc".
Może jestem wariatką, ale kiedy założyłam jego koszulkę, nie mogłam przestać wdychać jej zapachu. Pachniała… Ashtonem. Jego perfumami i dezodorantem. No i oczywiście czułam też proszek do prania, ale tą część można pominąć.

--------


Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw proszę swoją opinię w komentarzu :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad